Kiedy chodziłam po łące z łukiem,by poćwiczyć strzelanie zobaczyłam, jak źrebak chodzi wśród ciał i płacze przy mamie. To stado zaatakowali ludzie. Nie poradzi sobie sam.
-Hej malutki,choć do mnie.-Kucnęłam i wyciągnęłam rękę. Źrebak najpierw się cofnął niepewnie,ale chwilę później,podszedł,lecz dalej nieufnie. Zaczęłam się trochę przybliżać dalej kucając. W końcu dotknęłam jego głowy. Z moim dotykiem odskoczył troszeczkę. Zerwał się i zaczął uciekać,ale cały czas był w pobliżu. Wyczuł czym jestem,ale mimo to nie zwiał. Wiedział,że nic mu nie zrobię.
-Nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy.-Powiedziałam cichutko. Wyglądało to tak,jakby mój głos koił jego ból. Jakbym była bliska. Podszedł,już trochę ufniej. Zaczęłam głaskać jego głowę.
-Już nic ci nie grozi...
CDN...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz